Blog WorkExpress.pl

Blog ekspercki jednej z największych agencji pracy tymczasowej w Polsce

Misją serwisu jest wzrost świadomości potencjału,
który drzemie w elastycznej formie zatrudnienia.
Dzielimy się wiedzą i zachęcamy do dyskusji!

4 grudnia 2013 - Artur Ragan

O profilowaniu, czyli jak poprawić statystyki bezrobocia

Print Friendly

Mimo urodzaju informacji o końcu kryzysu, przełomu na rynku pracy nadal brak i do końca marca 2014 raczej się nie wydarzy. Ministerstwo powróci więc do koncepcji profilowania bezrobotnych na wzór systemu funkcjonującego od 2005 w Niemczech. Polega ona (w największym skrócie) na dzieleniu ich na kilka kategorii, z uwzględnieniem tych, którzy – z wielu przyczyn – pracy nie podejmą na pewno.

Koncept przedni, ale takie propozycje to nic nowego (http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/676896,urzedy-pracy-podziela-bezrobotnych-na-trzy-grupy.html) Od dawna wiadomo, że dopóki środki na funkcjonowanie urzędów pracy będą przydzielane proporcjonalnie do liczby bezrobotnych, nic się nie zmieni. Skoro wynagrodzenie lekarza uzależniamy od liczby chorych a nie wyleczonych, nie dziwmy się, że epidemia trwa w najlepsze.

Teraz lansuje się koncepcję, według której najbardziej oddaleni od rynku pracy będą przekazywani pod opiekę również agencjom zatrudnienia. Jeśli uda się im zaktywizować bezrobotnego – otrzymają wynagrodzenie. Jeśli nie – przynajmniej nikt nie powie, że władza nic z tym nie robi. Wprowadzenie takiego ‘success fee’ dla agencji może zadziałać, chociaż sceptycyzm we mnie nie maleje.

Nie znam szczegółów tego rozwiązania, ale obawiam się mechanizmów rozdzielania tych środków oraz bariery mentalnej w urzędach. Scenariusz, w którym szeregowy doradca myśli „skoro do tej pory wystarczyło ewidencjonować bezrobocie i wypłata się nie zmieniała a teraz trzeba się oddać część podopiecznych, żeby jakaś agencja mogła się wykazać?” dość łatwo sobie wyobrazić. W efekcie urzędy podmiotom zewnętrznym przekażą same „najtrudniejsze przypadki”, żeby nie okazało się, że jednak można kogoś zaktywizować.

Dobrze – już nie marudzę – profilowanie bezrobotnych ma sens i dajmy urzędnikom szansę. Bezrobocie całe szczęście przystanęło w miejscu (bo zmęczyło się szybkim marszem?), pieniądze na aktywizację nie rozmnożą się cudownie, resort pracy do tej pory nie porażał skutecznością, więc każda innowacja jest mile widziana. Byle tylko nie skończyło się na kolejnej pozycji w raportach i ruchach pozornych.

Pojawiają się pytania, czy nie będzie to kosztowało zbyt wiele. Pytanie zrozumiałem, odpowiadam – zbyt kosztowny jest właśnie obecny model. Dobrze, że w ministerstwie zdali sobie sprawę, że ładowanie pieniędzy podatników w III grupę bezrobotnych nie ma sensu. Delikatnie mówiąc, trudno jest zaktywizować osobę wykluczoną społecznie lub taką, która w szarej strefie zarabia średnią krajową a legalnie zarobi najniższą.

Oczywiście nie brakuje i takich, którzy twierdzą, że przekazanie najmniej aktywnych pod opiekę agencji zatrudnienia to w istocie faworyzowanie jednych bezrobotnych kosztem pozostałych. Tylko że nie chodzi tu o wynagradzanie ludzi o najmniejszych szansach na zatrudnienie, a o to, by im pomóc znaleźć pracę i utrzymać ją na początek przynajmniej przez parę miesięcy.

Kolejna ciekawa koncepcja to twierdzenie, że dzięki profilowaniu bezrobotnych pieniędzmi podatników będą pasły się agencje pośrednictwa pracy. Hmmm… Jakby to elegancko ująć, Szanowni Państwo… Szczerze mówiąc, dla agencji zarabiającej na pozyskiwaniu aktywnych zawodowo obywateli, wynajdywanie propozycji zatrudnienia dla osób „oddalonych” od rynku pracy to sporo zachodu i mała gratka. Naprawdę są znacznie lepsze źródła dochodu. Nie zmienia to faktu, że jako agencja pracy na pewno podejmiemy takie wyzwanie. Dlaczego? Bo dla nas klientem jest zarówno prezes Nowak jak i pakowacz Kowalski. Nasz sukces to ten moment, w którym dzięki nam nawiążą współpracę.

Nasz sceptycyzm ma jednak solidne podstawy; w 2012 i w 2013 wysyłaliśmy w Polskę na 3 miesięczne trasy nasze mobilne biuro rekrutacji z ofertami zatrudnienia za granicą również dla ludzi o niskich kwalifikacjach. W Work Busie czekali specjaliści, którzy nie tylko przedstawiali mieszkańcom oferty pracy, ale także odpowiadali na nurtujące ich pytania, radzili jak szukać pracy, jak przygotować dokumenty aplikacyjne. Można powiedzieć, że goście Work Busa dostali szczegółowe instrukcje, co robić, by wyjechać w krótkim czasie za granicę do pracy za ok.1000 euro na rekę. Z naszych obserwacji wynika jednak, że 30 proc. bezrobotnych w ogóle nie brało pod uwagę wyjazdu za granicę a ogólny poziom wiedzy o pracy tymczasowej sprowadzał się do podstawowych informacji z  ogłoszeń w Internecie lub prasie.

Gwoli sprawiedliwości, trzeba docenić, że ziściły się zapowiedzi oddzielenia ubezpieczenia zdrowotnego od rejestracji bezrobotnych. Na początku 2012 minister K-K zapowiadał, że jeśli ktoś odmówi pracy, straci ubezpieczenie zdrowotne nawet na 2 lata. Wygląda na to, że jak rząd obieca, że zabierze, to zabierze ;).

Profilowanie bezrobotnych funkcjonuje już na paru europejskich rynkach pracy, w tym na niemieckim. Tyle że powoływanie się na niemieckie doświadczenia brzmi trochę zabawnie, bo nasi sąsiedzi mają, poza dobrze zaprojektowanym systemem, nieporównanie większe budżety na aktywizację bezrobotnych i o wiele pojemniejszy rynek pracy. Pewnie dlatego bezrobocie w Niemczech utknęło na poziomie 5% z hakiem i już się nie zmniejszy, bo „na socjalu” zostali ci, którzy i tak nie podejmą stałej pracy. Do tego coraz sprawniejsza walka z szarą strefą za Odrą sprawia, że rośnie liczba podejmujących legalne zatrudnienie. (Pamiętajmy też, że pakiet Hartz IV to efekt ogromnej pracy badawczej i legislacyjnej, rozpoczętej w 2003 a wdrażanej w latach 2005 – 2006 a nie jednej deklaracji.)

Trudno też nie być sceptycznym co do paru innych aspektów, np: „bezrobotny w urzędzie pracy będzie wypełniał w obecności doradcy zawodowego elektroniczny kwestionariusz. Oprócz pytań o wiek, płeć, wykształcenie i miejsce zamieszkania, w ankiecie znajdzie się część, która pozwoli ocenić m.in. chęć współpracy z doradcą zawodowym czy chęć znalezienia pracy.” Jak świat światem, jeśli ktoś z odgrywania roli petenta uczynił swój sposób na życie, to żaden urzędnik nie będzie w stanie z całą pewnością stwierdzić, że pan X faktycznie chce pracować a pani Y wytrwale i udatnie symuluje. Żarliwe deklarowanie chęci współpracy czy fabrykowanie oświadczeń to nic trudnego.

Zapowiedź, że resort wobec długotrwale bezrobotnych przewiduje „współpracę urzędu pracy z ośrodkami pomocy społecznej” też niewiele wnosi, bo zwykle takie osoby od dawna figurują w bazach tych ośrodków i są ich stałymi klientami.


Wpis utworzony w 4 grudnia 2013 o godzinie 3:06 i dodany do działu Aktualności, HR.
Możesz zasubskrybować ten temat poprzez kanał RSS 2.0. Możesz napisać odpowiedź, lub śledzić na swojej stronie.
Tagi: , , , , , , ,

Podziel się wiedzą

Komentarze do artykułu

Skomentuj

(wymagane)

(wymagane)

Przeczytaj inne:
*1 Przykład „Profesjonalnego opisu”, z którego korzystam w serwisie Goldenline.pl *2 Zachęcenie do odwiedzenia konkretnych stron www
Słomka na grzbiecie wielbłąda, czyli ile jeszcze zniosą pracodawcy

Koszty pracy nadal rosną – 1 stycznia 2013 r. wzrosła płaca minimalna a wraz z nią składki przedsiębiorców i zatrudnionych przez nich pracowników. Wpływ na wskaźniki zatrudnienia dość łatwo przewidzieć,...

Zamknij