Blog WorkExpress.pl

Blog ekspercki jednej z największych agencji pracy tymczasowej w Polsce

Misją serwisu jest wzrost świadomości potencjału,
który drzemie w elastycznej formie zatrudnienia.
Dzielimy się wiedzą i zachęcamy do dyskusji!

7 sierpnia 2015 - Artur Ragan

L-4 nowej ery, czyli o co chodzi z tymi e-zwolnieniami?

Print Friendly

Od stycznia 2016 stopniowo będą wprowadzane e-zwolnienia lekarskie. Mają one ograniczyć nieprawidłowości przy ich wystawianiu. O jakich uchybieniach mowa i w jaki sposób zostaną ukrócone? Nie do końca wiadomo, chyba że chodzi o zwiększenie liczebności zastępów kontrolerów. Im bowiem na pewno przybędzie  pracy.

Każdy sposób na usprawnienie obiegu dokumentacji i zmniejszenie ilości produkowanego papieru jest mile widziany. Sęk w tym, że na początku system ZUS nie będzie zintegrowany ze szpitalnymi i lekarz będzie musiał zwolnienie wpisać do dwóch różnych, więc najprawdopodobniej biurokracji medykom przybędzie. A już mają jej zbyt wiele.

E-zwolnienia umożliwią niezwłoczną kontrolę pracownika przebywającego na zwolnieniu i to wszystko. Teoretycznie będzie to możliwe zaraz po zarejestrowaniu zwolnienia w systemie. Co jeśli lekarz podczas wizyty domowej nie ma dostępu do internetu? Wystawia papierowe zwolnienie, które ma zarejestrować w ciągu 3 dni w systemie. Czyli przybywa mu pisania. O to chodziło?

Do tego dochodzi kwestia danych osobowych – trudno wyobrazić sobie bardziej „wrażliwe” dane niż te dotyczące stanu zdrowia. Współczuję osobie, która weźmie odpowiedzialność za przepływ tych danych pomiędzy systemami, zwłaszcza, że dla hakerów to będzie niesamowite wyzwanie. Nic to. Ważne, że rusza przetarg na obsługę owego systemu o wartości kilkuset milionów, ale to osobny temat.

Kolejny ważny szczegół; z systemu e-zwolnień nie będą musiały korzystać firmy zatrudniające do 5 pracowników. A to przecież one tworzą ponad 90% miejsc pracy w Polsce. Wniosek – w pierwszym roku działania systemu nie spodziewajmy się przełomu. Z czasem na pewno obejmie on wszystkich płatników, ale do tego daleka droga.

W praktyce nadal będą masowo wystawiane e-zwolnienia na jakieś pospolite dolegliwości i na krótkie okresy niezdolności. Lekarz wystawiający zwolnienie nie będzie sprawdzał czy pacjent dobrze symulował dolegliwości, bo ma zbyt wiele papierów do wypełnienia. A jak „zrobić” katar, podrażnione gardło i niewysoką gorączkę, wiedzą już uczniowie podstawówek. Jednym słowem – nie przeceniajmy wagi tej zmiany.

Czy rzeczywiście obieg elektroniczny ograniczy skalę nieprawidłowości i pracownicy nagle przestaną symulować?  Na pewno nie. Zapewnienia Ministerstwa, że oszczędności dzięki e-zwolnieniom sięgną 212 milionów złotych rocznie są dla mnie mało wiarygodne. Jeżeli na zwolnieniu nie ma zapisu, że osoba ma leżeć, to nie ma nawet obowiązku przebywania w domu. Nie wolno jej tylko wykonywać pracy. Słowem – symulant symulantem pozostanie, bez względu na rozwiązania IT. Natomiast po wprowadzeniu tej zmiany będzie musiał trochę bardziej mieć się na baczności.

Obecnie kontrolerzy ZUS kwestionują średnio co dziesiąte zwolnienie. Z czego tak naprawdę biorą się te nieprawidłowości?  Powodów może być mnóstwo. „Szef nie dał wolnego? Poradzę sobie inaczej”. Nierzadko, podczas zwolnień pracownicy wykonują jakieś „fuchy” albo np. remontują mieszkania. Ten drugi przypadek akurat dość łatwo było zdemaskować, ale cała reszta będzie niewykrywalna. A im dalej od pracodawcy i najbliższego oddziału ZUS, tym mniej prawdopodobna kontrola.

Nie sposób zaprzeczyć, że pracownik-symulant jest dla firmy sporym problemem. Na miejscu pracodawcy poinformowanego, że „chory” pracownik był obecny w miejscu zamieszkania, ale np. w towarzystwie drabin i pędzli a na ścianach schła sobie świeża farba, chyba utraciłbym zaufanie do pracownika. Jeśli mnie oszukuje, to powód i przedmiot oszustwa schodzą na plan dalszy. Rzeczywistość A.D.2015 wygląda jednak tak, że naprawdę chorzy w większości chodzą do pracy a o nielicznych symulantach jest po prostu głośniej.

Myślę, że problemem (i to nie dla pracodawcy) jest inne zjawisko – wyobraźmy sobie sytuację, w której obie strony dogadują się, że:

  1. podczas półrocznego zwolnienia lekarskiego pracownik będzie świadczył pracę zdalnie i pobierał większą część pensji „pod stołem”, otrzymując oprócz tego przez 33 dni wynagrodzenie (za czas niezdolności do pracy z powodu choroby, wypłacane ze środków pracodawcy).
  2. po tym okresie pracownik pobiera zasiłek z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i nadal „pod stołem” – całą pensję.

Pracodawca jest zadowolony, bo od 34. dnia absencji przez prawie 5 miesięcy nie odprowadza za pracownika składek na ubezpieczenie społeczne a zadania są wykonywane. Jaki wpływ na tę sytuację będzie miało e-zwolnienie? Niewielki i to nawet przy założeniu, że kontrolowane będą wszystkie zwolnienia powyżej 34 dni, ale chętnie dam się przekonać, że się mylę


Wpis utworzony w 7 sierpnia 2015 o godzinie 9:54 i dodany do działu Aktualności, HR.
Możesz zasubskrybować ten temat poprzez kanał RSS 2.0. Możesz napisać odpowiedź, lub śledzić na swojej stronie.

Podziel się wiedzą

Komentarze do artykułu

Skomentuj

(wymagane)

(wymagane)

Przeczytaj inne:
Kobieta w okularach
Mamager wraca do pracy

Zachęcona wpisem Magdy Godyń „Jak być dobrym mamagerem?” postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami. Kiedy udało mi się wrócić do pracy starsza córeczka miała 2 latka a młodsza 9 miesięcy. Z...

Zamknij