Blog WorkExpress.pl

Blog ekspercki jednej z największych agencji pracy tymczasowej w Polsce

Misją serwisu jest wzrost świadomości potencjału,
który drzemie w elastycznej formie zatrudnienia.
Dzielimy się wiedzą i zachęcamy do dyskusji!

9 listopada 2015 - Artur Ragan

Za taką samą pracę – taka sama płaca

Print Friendly

Idea wyrównywania wynagrodzeń w krajach członkowskich sama w sobie nie jest niczym nowym. Z jakiegoś powodu do tej pory nie doczekała się realizacji, co nie znaczy, że to niemożliwe. Taki scenariusz przedstawiła komisarz Marianne Thyssen a jego promotorem jest sam Jean Claude Juncker. Na początku grudnia mają zostać zaprezentowane szczegółowe założenia tej i innych zmian w dyrektywie o delegowaniu. Co w praktyce oznacza ta reforma?

Kraje „piętnastki” mają od dawna realny problem z dumpingiem płacowym ze strony firemek konkurujących kosztami zatrudnienia i często działającymi na granicy prawa. Wśród nich niestety jest sporo podmiotów z Polski, naginających przepisy i psujących opinię pozostałym. I to głównie im zawdzięczamy nieprzychylne nastawienie francuskich władz i nasilające się ostatnio „kontrole nękające”. Można jednak z nimi walczyć na gruncie już obowiązujących przepisów. Inicjatorom zmian chodzi raczej o zasygnalizowanie opinii publicznej: „dbamy o Was, kochani wyborcy – koniec z dumpingiem płacowym ze strony firm z Nowej Europy. Będzie więcej pracy dla Was”. Dla przybyszów ma z kolei oznaczać „teraz będziecie w naszym kraju zarabiać tyle, co my a także płacić składki i podatki u nas a nie w kraju pochodzenia.” Wszyscy szczęśliwi? Na pewno nie, bo diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.

Fakty:

  1. Już teraz przepisy gwarantują pracownikom delegowanym przynajmniej minimalne wynagrodzenia obowiązujące w kraju, do którego są wysyłani. W Belgii to 1440 euro brutto miesięcznie, we Francji – SMIC (Salaire Minimum Interprofessionnel de Croissance) = 1 457,52 euro brutto (9,61€/h) a w Niemczech – zależnie od umowy taryfowej i szeregu innych uwarunkowań, ale nie mniej niż 8,50 euro brutto na godzinę.
  2. Francuscy, belgijscy i niemieccy pracodawcy nie korzystaliby z usług firm delegujących specjalistów, gdyby na swoim rynku mieli dostęp do takich fachowców, jacy od lat przyjeżdżają między innymi z Polski. Nie mają od dawna, więc sięgają po pomoc ze wschodu, oferując najczęściej najniższe dozwolone przez lokalne prawo zarobki (bo jak wszyscy, wolą płacić pracownikowi mniej niż więcej). Dzięki temu zyskują świetnych fachowców, którzy są w dodatku znacznie bardziej zmotywowani do pracy niż miejscowi.
  3. Polskie firmy delegujące zgodnie z prawem, od dawna i tak płacą co najmniej stawki minimalne, obowiązujące w danym kraju delegowania. Robią to, żeby przyciągać jak najlepszych pracowników, bo dzięki nim więcej zarabiają. Jak widać, opłaca się więcej płacić pracownikowi. To żaden altruizm, tylko biznesowa kalkulacja. Sprawdzenie, ile „się należy” w danym fachu w kraju delegowania, wymaga jedynie włączenia komputera z dostępem do internetu a ofert pracy w Europie Zachodniej przybywa cały czas, więc konkurencja narasta i eliminuje firmy oferujące zbyt niskie stawki czy źle traktujące pracowników.
  4. Zachodni pracodawcy w coraz większym stopniu potrzebują delegowanych pracowników. Z kolei oni sami najczęściej nie znają miejscowego prawa ani języków, więc nie są w stanie samodzielnie zalegalizować swojego zatrudnienia. Dlatego delegowanie jest potrzebne i ograniczanie go w taki czy inny sposób szkodzi europejskiej gospodarce.

Moim zdaniem prawdziwy cel tej zmiany, to ograniczenie udziału w rynkach pracy firm delegujących z Europy Wschodniej. Chodzi zapewne o to, żeby przybysze zatrudniali się bezpośrednio u miejscowych pracodawców, odprowadzali składki i podatki w kraju wykonywania pracy a nie w kraju pochodzenia. W przypadku Francji dochodzi jeszcze paląca potrzeba pokazania społeczeństwu, że rządzący mają jakikolwiek pomysł na walkę z bezrobociem, które stale rośnie i jest w tej chwili wyższe niż w Polsce.

Realna szansa, że ten pomysł wejdzie w życie jest duża. Pomysł popierają najbardziej prominentni członkowie Unii: Luksemburg, Belgia, Francja, Niemcy, Holandia, Szwecja i Austria. Ta propozycja ma zostać oficjalnie przedstawiona na początku grudnia przy okazji przeglądu obowiązującej dyrektywy o pracownikach delegowanych z 1996. A czy Polskę stać na takie rozwiązanie? To już nikogo nie interesuje. Jeśli zmiana wejdzie w życie, na pewno pojawi się na rynku pracy grupa fachowców, którzy do niedawna mogli nieźle zarobić za granicą a teraz muszą się godzić na krajowe stawki albo jechać do krajów, w których nie obowiązują unijne dyrektywy. Zapraszamy do nas – od dawna płacimy zgodnie z niemieckimi, belgijskimi i francuskimi standardami, a ofert pracy stale przybywa, więc dla nas niewiele się zmieni.

Budownictwo najbardziej odczułoby tę zmianę. Tu efekty ekonomiczne mogą być znacząco odmienne od oczekiwanych. W skrócie:
- dla Polski: upadek tysięcy firm delegujących a co za tym idzie wzrost bezrobocia oraz szarej strefy i spadek wpływów do budżetu RP.
- dla krajów docelowych, (przede wszystkim Francji): ograniczenie dostępności fachowców z Polski (bo większość przejdzie do szarej strefy a reszta przeniesie się do innych krajów) i niewielki wzrost wpływów do skarbu Republiki, który i tak nie zrównoważy konsekwencji spowolnienia i przerw w pracach na tysiącach budów. Miejmy nadzieję, że jakąś rolę odegra sprzeciw nowych państw członkowskich i tempo prac legislacyjnych typowe dla instytucji unijnych.

 


Wpis utworzony w 9 listopada 2015 o godzinie 4:51 i dodany do działu Aktualności, HR.
Możesz zasubskrybować ten temat poprzez kanał RSS 2.0. Możesz napisać odpowiedź, lub śledzić na swojej stronie.

Podziel się wiedzą

Komentarze do artykułu

Skomentuj

(wymagane)

(wymagane)

Przeczytaj inne:
reklamacje2
Reklamacje w zarządzaniu

Ktoś powiedział, że największe marnotrawstwo to powtarzanie starych błędów i oczekiwanie coraz lepszych wyników. W nowoczesnym biznesie, przyjmowanie i należyta obsługa reklamacji to już nie luksus a konieczność. Nie sposób...

Zamknij